Roman Orłow

"Roman Orłow, artysta dwóch profesji, malarz, i kompozytor, pochodzi z rodziny o wielkich tradycjach artystycznych.
Jego ojciec Grzegorz Orłow był słynnym pedagogikiem, profesorem śpiewu, zaś jego bracia, a stryjowie Romana, to Mikołaj - światowej sławy pianista i Wsiewołod - znakomity artysta kabaretowy. Po stronie matki, Anny Młynarskiej-Orłowej, Roman jest blisko spokrewniony ze słynnym Emilem Młynarskim.
Orłow ukończył studia plastyczne, ale w 1957 r. Autorka Krystyna Wolińska namówiła go, aby skomponował kilka piosenek do kabaretu "Wagabunda". W ten sposób ujawnił się talent kompozytorski Romana i rozkwitał pięknie owocując piosenkami do tekstów Osieckiej, Bianusza, Zalewskiego i piszącego te słowa.
Dodam więcej - Roman, mój starszy kuzyn, namówił mnie na początku lat 60-tych do pisania piosenek.
Nagradzany na festiwalach w Opolu i Sopocie, wytworzył Orłow swój własny specyficzny styl: jego kompozycje są melodyjne, przepojone kantyleną, a jednocześnie mocno tkwią w tradycji starej dobrej muzyki swingowej. Są to jakby nasze rodzinne standardy, evergreeny, czyli nie starzeją się, bo poza nowinkami doraźnej mody, dając się grać i śpiewać na wiele sposobów. Najlepiej świadczy o tym jeden z najsłynniejszych przebojów Orłowa - "Jesienny Pan", który miał na Festiwalu w Sopocie kilkanaście wykonań, a w swym repertuarze mają go do dzisiaj Irena Santor i Hanna Banaszak, Danuta Błażejczyk i Lora Szafran.
Piękne melodyjne piosenki Orłowa są też chętnie grywane w wersji instrumentalnej przez znanych jazzmanów z Włodzimierzem Nahornym na czele. Myślę, że nasza muzyka rozrywkowa wiele zawdzięcza Orłowowi. Myślę, że ten wielce utalentowany kompozytor błyśnie jeszcze niejedną piękną melodią."

Wojciech Młynarski

 

 
 
 
 

Nie pamiętam pory roku, ale wydaje mi się, że było to wiosną.
Późny wieczór, Izba Przyjęć jednego z warszawskich szpitali.
Pukanie do drzwi, miłe dobry wieczór pani doktor.
W drzwiach zobaczyłam niezwykle sympatycznego, przystojnego mężczyznę, a za nim uśmiechnięte, ciepłe oczy pięknej kobiety.
Rutynowe badanie i decyzja o pozostaniu w szpitalu. Gdy wspominamy ten moment, Roman twierdzi, że w szpitalu pozostał tylko i wyłącznie dlatego, że to ja pełniłam dyżur, a potem byłam jego lekarzem prowadzącym.
Nasza przyjaźń przetrwała lata i choć dzisiaj częściej rozmawiam z jego żoną, a moją koleżanką po profesji dr Marią Horbowską - Orłow i jego synem Romanem juniorem, moim wiernym pacjentem, uwielbiam słuchać jego nowych utworów wciśnięta w wygodny fotel salonu ich warszawskiego mieszkania. Ostatnio dzięki naszej owocnej współpracy powstała
"Tęczowa piosenka", która pojechała do Toronto. Mam nadzieję, że w wykonaniu Pani Krystyny Piotrowskiej, ucieszy ucho i serce nie tylko Polonii kanadyjskiej.

Teresa Maria Zalewska

 
 
 
 
 
( mail )
( home )
marcodesign
®2003