( mail )
( home )
I ty w to wierzysz?

Jest miłe słoneczne popołudnie. Kilka osób w niewielkim pokoju prowadzi dyskusję dotyczącą programu warsztatowego dla młodzieży, który w ramach działalności firmy usiłujemy wdrożyć w życie. Przewodni temat: "Jak żyć z ludźmi?" mobilizuje rozleniwione porą sjesty umysły projektodawców. Docieramy do gier komputerowych, które są podstawą zainteresowania wielu uczestników zajęć. Chcemy zaprzęgnąć wirtualną rzeczywistość w nasz projekt wspierania młodych ludzi mający na celu ukształtowanie silnej, zwartej osobowości, posiadającej wiedzę i wyposażonej w umiejętność kreowania satysfakcjonującego życiowego doświadczenia. Większość rozrywki dostarczanej naszym młodocianym przez wirtualną rzeczywistość stanowią nacechowane agresją gry. Staram się przeforsować projekt promowania edukacyjnych form zabawy, ale napotykam na niespodziewany opór.
I ty wierzysz w to, że takie gry mogą w znaczący wpływać na rozwój osobowości? - pyta z niedowierzaniem jeden z uczestników burzy mózgów.
Moje oczy musiały wyrażać najwyższe zdumienie, bo interlokutor zamilkł.
Dalsza wymiana zdań upewniła mnie, że mój rozmówca zupełnie nie rozumiał procesu kreacji. Choć sam niejeden tekst napisał, a po ukazaniu się jego w prasie, doświadczał skutków uruchomionego działania (choćby w postaci gratyfikacji ze strony redakcji), w tej konkretnej sytuacji zdawał się nie rozumieć, że faszerowanie młodzieży wirtualną agresją będzie miało wpływ na sposób funkcjonowania tych ludzi w rzeczywistym świecie.

Kolejne zajęcia warsztatowe. Rozmowa z miłą uczestniczką dotyczy ostatniego mojego artykułu - "Kontakt ze sobą - fikcja czy rzeczywistość?" Opowiada o rozmowie przeprowadzonej z kuzynką, która dotyczyła konieczności samoobserwacji dla ustalenia potrzeb, a następnie doznawania radości z ich realizacji. Radość, to wielki sprzymierzeniec zdrowia argumentowała warsztatowiczka, chcąc zachęcić nieustannie chorującą kuzynkę do spojrzenia na treść artykułu.

I ty wierzysz w to? - odparowała jej rozmówczyni, nie mogąc wykrzesać z siebie kontrargumentu.

Smutnym wydaje się być fakt, iż przez całe swoje życie ludzie myślą i działają, a także doświadczają skutków własnych wyborów, aby na koniec włożyć oczywistą z logicznego punktu widzenia wiedzę z zakresu kreowania, w szufladkę wiary.

Pozdrawiam
Teresa Maria Zalewska



 
 
marcodesign
®2003