Wyboru
dotyczącego świadomego rozwoju dokonujemy bardzo często pod wpływem
cierpienia. Brak możliwości znalezienia satysfakcjonującego rozwiązania
gnębiących nas problemów, ciekawość wewnętrznego krajobrazu czy kontynuacja
drogi istot, które stały się naszymi ideałami, to rzadziej spotykane
przyczyny zainteresowania sobą wykraczającego poza przyjęty model
życia.
Początki są zazwyczaj trudne. Z moich doświadczeń wynika, iż świadoma
praca z podświadomym poziomem życia (stąd wyruszamy na "błękitny
szlak") jest łatwiejsza i skuteczniejsza, jeżeli wzmacnia ją
dobrze rozumiejąca swe potrzeby grupa. "Upłynnianie" blokad
może się wiązać nawet z przyjemnym doznaniem, jeśli jesteśmy otwarci
na sposoby pracy połączone z doznawaniem przyjemności. Poczucie radości
towarzyszące twórczej realizacji poprzez elementy ćwiczeń energetycznych,
choreo - czy muzykoterapię łagodzi ujawnioną w trakcie terapii zmienność
nastrojów czy wręcz dolegliwości somatyczne imitujące nierzadko schorzenia
w ciele fizycznym.
Systematyczna praca nad wykorzenianiem starych wyobrażeń nie powinna
jednak ograniczać się tylko do uczestniczenia w zajęciach warsztatowych.
Nowa wizja siebie i swego życia wspierana poprzez różne techniki pracy
w tym - z umysłem (m.in. wizualizację), powinna znaleźć swoje odzwierciedlenie
w kreatywności, która staje się wówczas swoistym i w moim przekonaniu
najskuteczniejszym katharsis.
Na tym poziomie kreatywność może uwalniać duże pokłady lęku, dla którego
najlepszą przeciwwagę stanowi pasja towarzysząca uruchomionemu działaniu.
To na tym etapie odpowiedź na pytanie "co lubię?", dotyczy
nie tylko naszych wyobrażeń na ten temat, ale i odczuć. Nie wyobrażam
sobie pasjonata kreującego bez potężnej, wspierającej jego działalność
pozytywnej emocji. Wówczas i tylko wówczas jesteśmy w stanie pokonać
wiele ograniczających nasze pole twórcze ograniczeń mających swoje
źródło w głęboko stłumionym lęku..
To bardzo trudny i wypełniony żmudną pracą i licznymi wątpliwościami
okres, ale gdy pozbędziemy się nawet stosunkowo niewielkiej części
balastu, odczuwamy ulgę.
Naraz sytuacje, w których przez długie lata dominowały przykre doznania,
stają się obojętne odczuciowo, czasami doświadczamy wręcz satysfakcji,
a to najlepszy miernik naszej osobistej zmiany.
Po różnie długim "treningu" w zakresie kreatywności zharmonizowanej
z odczuciami (kreacja z poziomu intuicji), nasze szanse na stworzenie
korzystniejszych warunków życia wzrastają. Powoli stajemy się ekspertami
w zakresie "ustawiania klocków" na życiowej szachownicy.
Ale uwaga: jeśli nadal tli się w nas smykałka "podróżnika w głąb
siebie", strzeżmy się pułapki materialnej karuzeli. Z moich obserwacji
wynika, iż to na tym etapie adepci rozwoju bardzo często ulegają iluzji
materialnych manipulacji, które
sami stworzyli.
Dla nich nie pozostaje nic innego, jak zwariowany kierat na kole fortuny.
Dokąd wiedzie nas ta transformacja?
O tym w następnej części cyklu.
Pozdrawiam
Dr Teresa Maria Zalewska