Poezją
zaczął interesować się już w Liceum Ogólnokształcącym. Inspiracją
do jego twórczości stał się osobisty wyraz odczuć oraz analiza stosunku
postaw człowieka do człowieka, jego duchowych wartości oraz jego zachowań
w ekstremalnych ludzkich działaniach, zależnie od warunków otoczenia
i środowiska, w jakim się znalazł. Uzyskując profesjonalne wykształcenie
wojskowe nie poprzestał tylko na nim, pogłębiając swą wiedzę w zakresie
zagadnień humanistycznych, psychologii, filozofii i teologii. Wyrazem
i owocem tych poczynań są wiersze powstałe w wyniku obserwacji, osobistych
przeżyć i odczuć. Jest członkiem Klubu Twórców Praskich przy Towarzystwie
Przyjaciół Pragi działającym w Dzielnicowym Domu Kultury "Praga"
z siedzibą w Warszawie. Jego pasją jest wiara w człowieka oraz jego
zdolności i możliwości z zakresu odnowy duchowej, biologicznej, psychicznej
i fizycznej. Napisał ok. 300 wierszy i tworzy nadal. Serdecznie zapraszam
do lektury.
Czas
Nadszedł
czas tęsknot tak bardzo trudny,
I okres próby wymyślnie dojrzałej,
Nadszedł powoli, jak ktoś bardzo nudny,
Wystrzelił w piersi i w duszy nieśmiałej.
Samotny,
niechciany, dość opieszały,
Udając kalekę w swej bezradności,
Lecz twardy, bezwzględny, lekko ospały,
Wymagać zaczął od serca miłości.
A
ono niewinne i niedojrzałe,
Szczere, nieśmiałe i łatwowierne,
Skłonne otworzyć okienko zbyt małe
I przyjąć tym samym miłości ciernie.
Nie
wie biedactwo, co może go czekać,
W przyszłym i srogim dla niego życiu.
Lecz czas paskudny nie lubi zwlekać,
Kalecząc serduszko będące w ukryciu.
Powitanie
Koncertem
słowa powitać Cię pragnę,
Lekkim i miękkim jak puszek pisklęcia.
Muzyką i chóru słowików śpiewaniem,
Twój dzień ogłosić i pełnię szczęścia.
Przemyj
dziś rosą poranku Swe oczy,
I wysusz je, w promieniach słońca.
Powiewem wiatru uczesz Twe włosy
I załóż woal z tęczy bez końca.
Poczuciem
radości przywitaj dzień Boży,
Pokłoń się wszystkim, witając ich szczerze
I pomyśl o mnie, zrywając kwiat róży
I bądź szczęśliwa, bo zawsze ci wierzę.
Uczucie
Zakwitło
nieśmiałe uczucie
W plejadzie gwiazd,
Iskrzące barwami
Złotych odcieni.
Jak nocą światła
W szybach wielkich miast,
Szukając w sercach
Wolnej przestrzeni.
Ciekawym okiem
Spojrzało na świat,
Chcąc znaleźć miejsce
Wygodne dla siebie.
Zajrzało w zakątki
Ludzkich gniazd,
Dojrzało rozpacz
I roztargnienie.
Ujrzało też biedy
Nędzne działania,
Prostotę niemocy,
Perfidność dokonań.
Dojrzało również
Meandry kochania,
Człowieczych istot
I ich przekonań.
Oddało honory
Matczynej czułości,
Skłoniło się nisko
Przed nadziei światłem.
Dygnęło wdzięcznie
Księżniczce radości,
Głęboko skłoniło
Przed miłości blaskiem.
Spojrzało również
Na wdzięki pokory,
Już zapomnianej
Ukrytej i cichej.
Dojrzało także
Nasienie przekory,
Głęboko w ciemnych
Zakątkach ukrytej.
Kagankiem w ciemności
Mu zabłyszczało,
Światełko myśli
Potężnych i mądrych.
Wezwało rozsądek
I mu wskazało,
Kierunek czynów
W działaniu rozsądnym.
Teraz spokojne,
Szczęśliwe i piękne,
Znalazło miejsce
W sercach ludzkości.
Zaczęło działać
Wolniutko i wdzięcznie,
Budząc wśród ludzi
Promyki szczerości.
Radosnym tchnieniem
Serdecznej otuchy,
Wzniosło na szczyty
Pragnienia pożądań.
Otwartość serca
I zwątpień okruchy,
Do życia w szczęściu
I radosnych doznań.
Niepewność
Zawsze
się zwracam do ciebie Panie
W formie błagalnej, rodzajem prośby.
Nie jestem pewny - czy to wołanie
Usłyszysz Boże, może nigdy â?? choćby
Nie
wiem co będzie, co by mieć się stało,
Będę prosił dalej cichym słabym głosem.
Jak na grzesznika zwykłego przystało,
Byś nie był dla mnie złowrogim ciosem.
Czystością
duszy jeszcze nie skalanej
Chcę oddać ci Panie zapędy doznań,
Uczuć i czynów w formie tak kochanej
Doświadczeń różnych i licznych doznań.
Modlitwą
do ciebie Panie Wszechmocny
Proszę o łaski, o twórcze myśli,
Pragnę przez życie przejść taki mocny
Czy to mi się uda? - Czy tylko przyśni?...
Czasami
w łgarstwie szukam wyjaśnień
Tego co jeszcze będzie prawdziwe.
Czy między kłamstwami znajdę objaśnień,
Wszystkiego co ludzkie, co jest godziwe
Zwrócenia
uwagi, dla zwykłej godności,
Ludzkich uczynków, radości odczuć
Spełnionych życzeń i czystej miłości
Czy też zgryzoty zranionych uczuć.
Durni i śmieszni
Durni,
nieśmiali, wariaci czy grzeszni,
Cuchnący nieszczęściem, niedolą chłośnięci.
Do bólu przekorni, nawet śmieszni
Nie dbają o nic, niemądrze zawzięci.
Szydzą
z wszystkiego co ich otacza,
Bezmyślnym potokiem wyrazów śmiałych.
Żadnych kryteriów im nie wyznacza
Pozycja społeczna tych istot małych.
Dewizą
ich życia bywa wandalizm,
Muzyką wrzaskliwy Heavy Metal.
Skóra, kastety z okrzykiem "Nazi"
Cechuje takiego młodego człowieka.
Wyzbyci
uczuć dziś "herę" chłoną,
Opary opium nie są im obce.
Żądzą niszczenia zawsze płoną,
Bezmyślne istoty, żałosne owce.
Bo
życie dla nich nie ma wartości,
Ocenę dobra niszcząc zawzięcie.
Seks ich jest grą, niczym w kości,
Normalność też jest obcym pojęciem.
Autor:
Marek Świrski